I proszę Cię, przyrzeknijmy sobie,
że już nigdy się nie rozstaniemy...

Lemi (Camila & Leon)
Siedziała na parapecie. Wiatr plątał jej włosy. Była późna noc, a ona obserwowała gwiazdy. W takie wieczory przypominały jej się lata dziecięce. Jak była małą dziewczynką siadała tu razem z mamą i słuchała bajek z ust swojej rodzicielki. Najbardziej lubiła tą o Roszpunce. Mama Camili zawsze modyfikowała te opowiadania.
W bajce jej mamy Roszpunka była siedemnastoletnią dziewczyną, która straciła rodziców jako niemowlę. Nastolatka została adoptowana przez starą kobietę, która ją wykorzystywała. Siwa kobieta miała na imię Gertruda. Nigdy tak naprawdę nie kochała Roszpunki. Była dla niej jedynie służącą. Gdy nastolatka się o tym dowiedziała postanowiła, że ucieknie. Jednak Gertruda się o tym dowiedziała i zatrzymała ją. Zamknęła ją na strychu. Karmiła ją jedynie chlebem, a poiła wodą. Po kilku tygodniach spędzonych z dala od ludzi dziewczyna usłyszała pukanie do drewnianego okna. Powoli podeszła do niego i otworzyła je. W nim zobaczyła chłopaka o bardzo jasnej cerze i śmiejących się, niebieskich oczach. Roszpunka przelękła się, lecz nie zamknęła okiennic. Powoli przeszywała chłopaka wzrokiem. Nie widziała nikogo oprócz swojej okropnej macochy przez prawie dwa miesiące. Niebieskooki młodzieniec podciągnął się szybko do góry i wszedł do środka. Podekscytowany zaczął rozglądać się po szarych ścianach, po rupieciach służących jako meble oraz po materacu leżącym w rogu. Był poszarpany, pogryziony przez szczury. Chłopak podszedł do niego i usadowił się na nim wygodnie.
-Czemu jest taki niewygodny? -zapytał z widocznym w głosie zza interesowaniem.
Roszpunka mu nie od powiedziała. Zdziwiła się. Nie wiedziała, że ktoś oprócz niej potrafi jeszcze mówić. Nikt z nią nie rozmawiał od tych kilkunastu tygodni.
Camila uśmiechnęła się pod nosem. Miała pięć lat gdy usłyszała tą opowieść. Minęło już tyle czasu, ale rudowłosa pamiętała tą bajkę na pamięć. Zdanie w zdanie. Słowo w słowo. Nastolatka też chciała znaleźć miłość. Jednak nie mogła. Jej rodzice zmarli w wypadku samochodowym gdy Camila miała siedem lat. Ona też była w tym samochodzie. Spała na tylnym siedzeniu. Gdy się obudziła jej rodzice już nie żyli. Wyglądali tak niewinnie jakby spali. Coś jednak się zmieniło. Ich ciała były pokryte krwią.
Camila wyrwała się ze wspomnień. Nie chciała przeżywać tego wszystkiego od nowa. Nie chciała rozdrapywać starych ran. Gdy trafiła do rodziny zastępczej nic nie było na swoim miejscu. Dla małego dziecka dom bez jej prawdziwych rodziców to nie jest prawdziwy dom. To nie jest prawdziwa rodzina.
Nagle usłyszała hałas. Kilka metrów od niej na balkonie wylądował jakiś świecący przedmiot. Camila powoli zeskoczyła z parapetu i podeszła do tego miejsca. Szybko schyliła się po tajemniczy przedmiot. Była to bransoletka z mnóstwem zawieszek. Złota biżuteria i wiszące na niej serduszka spowodowały u Camili zawroty głowy. Dziewczyna była bardzo szczęśliwa. Po chwili poczuła coś na włosach. Zręcznie ściągnęła zwitek wplątany w jej rude loki. Mała, biała karteczka leżała na jej dłoni. Rozwinęła ją. Na karteczce widniał napis wykonany czarnym markerem. Brzmiał on:
"Znalazłaś już swojego księcia."
Radosna przeskoczyła parapet, który obecnie był jej największą przeszkodą i znalazła się w swoim szarym pokoju. Przebrała się w swoją siwą piżamę pogryzdaną w różne wzory i położyła się do łóżka. Zakryła się kołdrą i zamknęła powieki. Teraz już mogła wrócić do opowieści. Do jej bajki o Roszpunce.
Chłopak podszedł do niej i złapał ją za dłonie. Roszpunka zawstydzona spojrzała na ich splecione palce. Nie próbowała ich wyrywać. Było jej przyjemnie. Bardzo przyjemnie. Pochylił się nad jej uchem i wyszeptał jedno zdanie. Pięć słów. Dziewięć sylab. Dwadzieścia pięć liter. Powiedział jej: "Szukałem cię przez całe życie."
Dziewczyna oniemiała. Blondyn wykorzystał tą chwilę. Złożył delikatny pocałunek na jej wargach. Roszpunka się nie wyrywała pogłębiła pocałunek, jej pierwszy pocałunek.
Camila otworzyła oczy. Nie była już w bajkowej krainie tylko w swoim pokoju. Wokół panowała ciemność. Nagle usłyszała pukanie do okna. Powoli zwlekła się z łóżka i otworzyła je. W oknie balkonowym stał chłopak, którego znała jedynie z widzenia. Mieszkał kilka domów dalej.
-Nie znasz mnie jeszcze. Jestem Leon. Jestem twoim księciem.
Wszystko toczyło się tak jak w opowieści jej mamy. Chłopak wszedł przez okno, usiadł na jej łóżku, a później złapał ją za ręce. Miała nadzieję, że teraz to się stanie. Jednak nie chłopak nie pochylił się nad jej uchem. Leon nie złożył pocałunku na jej ustach. Nie spełnił niemej prośby Camili. Zrobił coś zupełni innego. Położył swój palec do jej warg. Powiedział jej wtedy coś bardzo ważnego dla nich oboje.
-Znalazłem już swoją księżniczkę. A ty Cami znalazłaś swojego księcia. Nie zapominaj o tym.
Gdy Leon to powiedział otworzył balkon i wyszedł. Każdej nocy się spotykali. Dopiero czternastej, w jej urodziny powiedzieli sobie:
"Kocham Cię!"
Jednak ich bajka się na tym nie skończyła. Ich dalsze życie było pełne prób. Prób, które przechodzili. Każdy dzień był nowym wyzwaniem. Pojawiał się nowy problem do rozwiązania. Jednak oni to przetrwali. Byli ze sobą na dobre i na złe. To co udaje się łatwo nie jest prawdziwe. Ich uczucie jest szczere. Przetrwa wszystko.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta dam. Pierwszy OneShot.
Dość nietypowa para.
Spodobała mi się :P.
Czekam na komentarze.
Muszę polecać tego bloga.
Justyna <3
Hej :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podobało, tym bardziej, że nie lubię
Lemi, a tu masz genialny os!
Nie mam dziś weny :( nie rozpiszę się ;//
Ale podobało mi się bardzo super połączyłaś te pary ^^
Mam nadzieje, ze napiszesz o nich jeszcze os :**
Tak więc buziaki czekam na następny os :**
Słodkie. Cudowne. Pomysłowe. Nie mogę się doczekać kolejnego OS o nich. Słyszysz napisz co najmniej jeden OS o nich.
OdpowiedzUsuń